Początek podróży wypadł
„Początek podróży wypadł pomyślnie. Przez łąki, doliny, brzegami bezimiennych rzek jechał w stronę wschodzącego słońca i kierunku tego nie zmylił nawet wówczas, gdy dzienna gwiazda stała u szczytu nieba i gdy chyliła się ku zachodowi. Nauczony przez Toimniża, strony świata rozpoznawał bezbłędnie, nie uciekając się do kompasu, bo go zresztą nie miał, ani do pomocy tajemniczej rośliny wskazującej północ, o której mu wspominał Samuel Heart. Wątpił nawet, czy taka roślina istnieje.
Nocami świeciła mu — wśród milionów innych — jego gwiazda i wydawało się, że to ona wskazuje właściwą drogę. Ziemia była cicha, znaczona tylko tropami jej czworonogich mieszkańców. Ani razu nie poczuł zapachu dymu, zwiastującego obecność człowieka. Jednak — w imię ostrożności — korzystał z każdego wzniesienia, aby dokładnie obejrzeć okolicę.
Zabrał ze sobą wampum, ale nie tęsknił za spotkaniem z czerwonoskórymi wojownikami. Takie spotkanie — jeśli Indianie rzeczywiście mieli zamiar wszcząć krwawą rebelię — mogło
wypaść dla Karola kłopotliwie i przedłużyć niepotrzebnie jego wędrówkę. Dotarł wreszcie na obszary Bad Lands. Ale i tu, mimo bacznych poszukiwań, nie odnalazł ani ludzi, ani ich śladów. Po trzech dniach włóczęgi po skalistej pustyni doszedł do wniosku, że wieści zasłyszane w Laramie były tylko plotkami. Uspokojony — wrócił.“(5)