Przez mgnienie oka leżała
„Przez mgnienie oka leżała i patrzyła w jego zielonkawe oczy, które zdawały się przenikać człowieka, współczuć i rozumieć. Potem z dzikim łkaniem, które trysnęło z najgłębszego dna duszy, rzuciła mu się na piersi i ukryła wargi w jego brodzie.
Nazajutrz spotkali się w umówionym miejscu za wsią. Margot włożyła prześliczną białą sukienkę batystową, zapiętą pod szyję, przez rękę przewiesiła duży kapelusz słomkowy. Była jeszcze wciąż trochę niespokojna w towarzystwie Vincenta, ale o wiele bardziej opanowana niż onegdaj. Vincent odłożył paletę na widok nadchodzącej. Margot nie miała w sobie nic z subtelnej urody Kay, ale w porównaniu z Krystyną była bardzo pociągająca.
Wstał z polowego krzesełka, nie wiedział jednak, co robić. Żywił swoiste uprzedzenie do wykwintnych dam. Tak zwane damy z towarzystwa nie pociągały go ani jako kobiety, ani jako modelki. Wolał proste kobiety z ludu, w spódnicach i kaftanikach; przypominały mu często obrazy Chardina.1
Margot przywarła do niego drżąca i całowała go, jak gdyby od dawna byli kochankami. Vincent rozpostarł dla niej na ziemi marynarkę, sam usiadł na krzesełku. Margot siadła przed nim z głową przytuloną do jego kolan i wpatrywała się w niego z takim wyrazem, jakiego nigdy dotychczas nie widział u kobiety. ^“(4)
<<<< wiadając wciąż i zdawałoby
| Początek podróży wypadł >>>>