wiadając wciąż i zdawałoby
„wiadając (wciąż i zdawałoby się tylko) o matce, wciągany był nieustannie w szczegóły dotyczące go osobiście. Bo Wieżyca przy każdej niemal okazji zapytywał z sympatią 3 co pan a gdzie pan był wtedy... Ciekawy jeszcze detal — pomyślał — że w czasie tych indagacyj Wieżyca nie trzymał przed sobą ani papieru, ani pióra,. Może szło mu o to ostatnie pytanie, które zadał czy nie znalazł pan w papierach matki czegoś ciekawego Czegoś, co w każdym razie nas mogłoby zaciekawić
Idąc już Nowym Światem Leon nieco ochłonął. Stuprocentowej pewności mimo wszystko nie mam, doszedł do wniosku. Za rękę porucznika marynarki przecie nie przyłapałem. A jednak... a jednak wciąż naprawdę się czuł jak ów jegomość, który zaczerwieniony i wypompowany krzyżowym ogniem pytań, wychodzi z komisariatu i poprawia krawat na mokrej koszuli. Na rogu Chmielnej nagle się na coś zdecydował i wstąpił do apteki Malinowskiego. Z aparatu aptecznego zadzwonił do redakcji pewnej półurzędówki (a półurzędówek podówczas w Warszawie było kilka), zapytując o redaktora TrumfDukiewicza.
TrumfPukiewicz, akurat ukończył korektę artykułu, w którym z właściwą sobie swadą plótł coś budującego ą mijającego się z prawdą, i bardzo chętnie przyjął propozycję Leona, by „się spotkać znów i coś zjeść razem". — To może dla odmiany w restauracji „Pod Wiechą" — spytał. — To stara i dość kiepska dziura, ale właśnie za to ją lubię, że stara! — A więc dobrze, za pół godziny.“(3)
<<<< Nic się jednak nie dzieje
| Przez mgnienie oka leżała >>>>